środa, 28 czerwca 2017

XVII. Once I’m in I own your heart (+18)

Cassidy
             Delikatnie wzdychając powoli zaczęłam mrużyć powieki, które po chwili uniosłam ku górze. Pierwsze co ujrzałam to biały sufit będący nade mną. Podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam po pomieszczeniu w którym się znajdowałam. Była to sypialnia, którą dzieliłam ze starszym Winchesterem lecz nie jego spodziewałam się zastać. Do łóżka na którym byłam podszedł Castiel, który po chwili przyłożył swoją dłoń do mego czoła zamykając przy tym powieki. Zrozumiałam, iż dzięki swym mocom chciał sprawdzić czy nic mi nie jest.
- Czeka nas dużo pracy- powiedział otwierając powieki i przyglądając mi się uważnie.
- Co masz przez to na myśli?- zapytałam ściągając brwi do dołu.
- Uaktywniłaś moc Selune, która jest niestabilna. Musisz nad nią zapanować- dodał.
- Castiel, czuję się świetnie, naprawdę- powiedziałam.
- Cassidy tak potężna moc to nie są żarty, nie odczuwasz tego, ale ja jestem aniołem i wszystko co ma związek z magią oraz mocami potrafię wyczuć kiedy są niestabilne. Tak jak przy twoich darach, które otrzymałaś od matki- wyjaśnił anioł.
                       Mogłam po prostu go zignorować, ale był mym opiekunem, który wiedział zawsze kiedy jest coś ze mną nie tak. Westchnęłam wzruszając przy tym ramionami w geście poddania. Castiel chciał mi pomóc i to się liczyło.
- W porządku tylko najpierw...- urwałam.
                        Czułam potworny apetyt a zapach krwi Winchesterów wyczuwałam z kilkuset metrów. Wampirze cechy miałam bardzo wyostrzone i potęgowały głód. Mimowolnie oczy zrobiły się czerwone a z ust wyłoniły się dwa kły. Już miałam zamiar je zanurzyć w żyle któregoś z braci lecz anioł stanął mi na drodze przed drzwiami.
- Cassie, kontroluj się- powiedział nieco ostrzejszym tonem.
- Zejdź mi z drogi, Castiel!- warknęłam.
- Nie- odpowiedział.
                   Jego odmowa tylko spotęgowała głód i związane z nim emocje. Chwyciłam go za ramiona po czym rzuciłam za siebie i w ułamku sekundy wybiegłam z sypialni. Dean jak i Sam znajdowali się w głównym holu siedząc przy stole od którego natychmiast powstali.
- Cassie, co z tobą?- zapytał Sammy.
- Kochanie, wiemy przez co musiałaś przejść, ale nie jesteś taka. Potrafisz zapanować nad swym głodem- powiedział wolno Dean.
                        Zapach ich krwi był bardzo kuszący. Ciężko oddychałam a głos starszego Winchestera działał na mnie nie tyle co uspokajająco lecz powstrzymywał od dokonania takiego czynu. Mężczyzna zaczął wolno podchodzić w moją stronę jednak on jeszcze bardziej wszystko potęgował. Zwróciłam dłoń w swoją stronę powodując pulsujący ból głowy.
- Dean, odsuń się od niej. Moc Selune jest niestabilna- powiedział Castiel, który zjawił się w holu.
- Więc co jej pomoże? Czy przez tą niestabilną moc wampirze cechy...
- Tak, musimy przywrócić równowagę- odpowiedział Castiel.- Potrzebuje krwi... ale nie ludzkiej, ona tylko jeszcze bardziej spotęguje pragnienie- dodał.
- Chwila moment, chyba mamy jeszcze jeden worek zwierzęcej krwi- powiedział Dean.
- Szybko, przynieś- rzucił anioł.
- Castiel, co się ze mną dzieje?- zapytałam.- Dlaczego wampirza natura przejęła...
- To nie wampirza natura, Cassie, to uaktywnienie mocy Selune spowodowało, iż wszystkie wampirze cechy stały się wyostrzone jednak pomożemy Ci- powiedział Castiel.
                        Po chwili Dean wrócił z szklanką, w której znajdowała się czerwona ciecz. Anioł kazał mu postawił na podłodze po czym cofnął się wraz z bratem do tyłu. W ułamku sekundy sięgnęłam po naczynie i duszkiem wypiłam zawartość. Poczułam lekką ulgę lecz nie całkowitą. Schowałam kły jednak oczy wciąż pozostały czerwone. Castiel nakazał starszemu Winchesterowi jeszcze raz napełnić szklankę, którą wypiłam duszkiem tak samo jak za pierwszym razem. Apetyt ustawał a ja powoli odzyskiwałam nad sobą kontrolę. Anioł ponownie przyłożył dłoń do mego czoła zamykając przy tym powieki lecz po kilkunastu minutach je otworzył.
- I?- zapytał z niecierpliwością Dean.
- Moc nadal jest niestabilna, ale nie jest już tak mocna jak kilka minut temu.- powiedział Castiel.
- Jak to w ogóle możliwe, że...
- Sam tego nie jestem jeszcze pewien- przerwał anioł młodszemu Winchesterowi.- Jednak nie ulega wątpliwości, iż muszę jej pomóc zapanować nad tą mocą- dodał.
- Świetnie, mam nadzieję, że masz jakiś genialny pomysł- odpowiedział Dean.
- Dean, to moc bogini a nie spotkałem się jeszcze z czymś takim jednak będę się starał by pomóc Cassidy o ile ona zechce przyjąć tą pomoc- powiedział Castiel.
- Dobrze wiesz, że chcę nad tym mieć kontrolę- odpowiedziałam.
                            Nie cierpiałam gdy nie posiadałam kontroli nad którąś ze stron. Zarówno magiczną jak i wampirzą kontrolowałam bez problemu dopóki nie uaktywniłam moc Selune.
- Zanim przystąpimy do ćwiczeń muszę jedną sprawę omówić z bratem, która będzie dotyczyła pewnego rytuału- zaczął Castiel.
- Rytuału? Cass...
- Spokojnie, nie będzie sprawiał cierpień Cassidy, Dean- przerwał anioł starszemu Winchesterowi.
- Więc co to za rytuał?- zapytał Sam krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Zwykle odprawiany przez czarownice jednak ich moc tutaj nie zdziała. Moc Selune w Cassidy jest bardzo potężna dlatego sądzę, że wraz z braćmi moglibyśmy go odprawić by nieco uspokoić moc- odpowiedział Castiel.
- Ale czy zadziała?- zapytałam.
- Mam nadzieję, że tak jednak muszę przedyskutować z duchem światła, którego poznaliście- odpowiedział Castiel.
- Jak dobrze pamiętam miał na imię Archas- dodał Dean na co anioł kiwnął głową.- On będzie wiedział jak pomóc?- zapytał.
- Mam taką nadzieję do tego czasu Dean, Sam pomóżcie Cassidy. Nie może póki co zostawać sama ani samej jej nie puszczajcie, jak już wspominałem moc Selune jest niestabilna a nie chcemy by ktoś był pokrzywdzony- wyjaśnił anioł.
                        Wraz z Winchesterami kiwnęliśmy głową i pozwoliliśmy aniołowi opuścić bunkier. Miałam nadzieję, że rytuał zadziała jednak musiałam pozwolić Castielowi tą sprawę jeszcze przedyskutować z duchem światła. Poczułam dłoń młodszego Winchestera na ramieniu. Przeniosłam na niego swoje czekoladowe tęczówki.
- Będzie dobrze, Cass zawsze znajduje rozwiązanie- powiedział.
- Tak o ile to rozwiązanie nie powoduje cierpienia- skwitował krótko Dean.
- Przynajmniej chce pomóc i wie jak to zrobić Dean- odpowiedział Sam.
- Ok, co jest między Wami?- zapytałam widząc ich chłodne spojrzenia względem siebie.
- Nic- obaj odpowiedzieli.
- Jasne, okłamywać możecie innych śmiertelników, ale nie mnie- odpowiedziałam.
                        Użyłam swych magicznych sztuczek by z ich myśli wyczytać o co naprawdę im chodzi. Byli pokłóceni. Dean miał pretensje do Sama o to, iż mnie samą puścił zaś Sam obwiniał go o słowa jakie od niego usłyszałam.
- Ok, wystarczy tego chłodnego traktowania siebie. Żaden z Was nie zawinił- odpowiedziałam a oni spojrzeli na mnie zaskoczeni.- Jestem czarownicą a jednocześnie wampirem, wiecie, że nic przede mną się nie ukryje lecz... skoro sami nie chcieliście mi powiedzieć o co poszło użyłam jednej ze swych sztuczek- dodałam.
                         To była tylko i wyłącznie moja wina dlatego sama na siebie byłam zła lecz nie mogłam wiedzieć, iż Shar wysłała za mną swych wysłanników by mnie znaleźli. Teraz już znam ten błąd i więcej go nie popełnię.
Sam
                 Nie chciałem by Cassidy wiedziała o kłótni pomiędzy mną a Dean'em jednak była zarówno czarownicą jak i wampirzycą, która faktycznie miała rację. Przed nią nic nie dało się ukryć, zawsze użyje swych sztuczek by dociec prawdy, którą usilnie próbowaliśmy wraz z Dean'em ukryć. Westchnąłem patrząc z troską na pannę Mikaelson, która przyglądała nam się uważnie a po chwili westchnęła.
- To moja wina, Dean a nie Sam'a... tak samo nie obwiniaj siebie za słowa, które wypowiedziałeś bo miałeś rację. Jestem nieśmiertelna a ty śmiertelny i owszem może i łatwo by Ci było, gdybyś był taki jak ja, ale nigdy nie chciałam i nie chcę byście stali się wampirami, to wykluczone- odpowiedziała stanowczym głosem.
- A nieśmiertelnymi łowcami? Klaus opowiadał...
- Owszem są nieśmiertelni łowcy, ale oni... oni dźwigają większy ciężar niż Wam się wydaje- odpowiedziała Cassidy przerywając Dean'owi.
- Co masz przez to na myśli?- zapytałem z ciekawością w głosie.
- Polowanie na potwory stanie się Waszym pragnieniem silniejszym od tego, które teraz posiadacie. Przestaniecie odróżniać dobre istoty od złych czym możecie skrzywdzić tych, których kochacie.- odpowiedziała panna Mikaelson.
- Chwileczkę, chcesz nam zasugerować, że my bylibyśmy zdolni do zabicia Ciebie i twojej rodziny?- zapytał Dean a ja spojrzałem na brązowowłosą.
                       W odpowiedzi kiwnęła znacząco głową potwierdzając rozumowanie mego brata. A więc nieśmiertelni łowcy mają gorzej niżeli zwyczajni. Będą za wszelką cenę polowali na potwory nawet nie dając im szansy na to by pokazali, że potrafią być dobrzy. Po chwili mój telefon zaczął wibrować w kieszeni spodni. Wyjąłem urządzenie i spojrzałem na wyświetlacz. Było to przypomnienie o kolacji, którą zaplanowałem dla Freyi, która zgodziła się ze mną wyjść. Przeprosiłem Dean'a oraz Cassidy zostawiając ich samych a sam udałem się do sypialni gdzie z szafy zabrałem ubrania i skierowałem się do łazienki. Gotowy byłem w kilkanaście minut. Ubrania codzienne zaniosłem do sypialni zostawiając na oparciu obrotowego krzesła a następnie wyszedłem z pokoju. Udałem się w stronę drzwi frontowych bunkra. Opuściłem budynek, przed którym czekała już blond włosa czarownica, której na twarzy gościł szery uśmiech. Powitałem ją czułym pocałunkiem po czym Freya ujęła moją dłoń a ja poczułem się dziwnie. To uczucie minęło gdy zjawiliśmy się przed restauracją, w której zarezerwowałem dla nas miejsca. Weszliśmy do budynku. Nie była zbyt wielka a pomieszczenie było przytulne w ciepłych kolorach. Do nas podszedł kelner, który przywitał nas swym uśmiechem.
- Witam państwa, czy stolik był zarezerwowany?- zapytał mężczyzna.
- Tak, na nazwisko Winchester- odpowiedziałem.
- Ach tak, to pan jeszcze dzisiaj dzwonił potwierdzić rezerwację. Proszę za mną- odpowiedział.
                      Nastawiłem swój łokieć dla blond włosej kobiety, która uśmiechnęła się delikatnie i ruszyliśmy za mężczyzną, który zaprowadził nas do stolika będącego przy oknie wychodzącym na niewielki ogródek, który posiadała restauracja. Jak na dżentelmena przystało odsunąłem krzesło tak by Freya wygodnie usiadła natomiast sam usadowiłem się naprzeciwko niej. Kelner wręczył nam karty dań po czym odszedł.
- Mam nadzieję, że nie było ciężko wyjść z domu- powiedziałem patrząc jej w oczy.
- Nie, Elijah tylko uśmiechnął się życzliwie, Klaus jak zawsze a Rebekah nie mogła uwierzyć- odpowiedziała Freya.
- Nie chodziłaś nigdy na randki?- zapytałem z ciekawości.
- Moje życie nie było takie łatwe, Sam a to wszystko przez moją matkę, babcię Cassidy jak i Hope- odpowiedziała Freya.
- Rodziny się nie wybiera- odpowiedziałem.
- Masz rację jednak cieszę się, że rodzeństwo mnie zaakceptowało. Przez tyle wieków pragnęłam ich poznać a teraz jestem jedną z nich- odpowiedziała.
                     Była gotowa poświęcić dla nich wszystko tak samo jak Cassidy. W tej kwestii byli bardzo podobni w podejmowaniu decyzji, która dotyczyła ich rodziny. Po kilkunastu minutach kelner wrócił z winem, który nalał nam do kieliszków a następnie złożyliśmy u niego swoje zamówienie. Chciałem by ten wieczór był dla nas wyjątkowy, w końcu zasługiwaliśmy choć odrobinę na relaks, który tak potrzebowaliśmy.
- Więc to jest twoja pierwsza randka- stwierdziłem fakt.
- Tak, jak już wspomniałam moja przeszłość jest bardzo skomplikowana. Moja zdruzgotana matka, która pragnęła zajść w ciążę nie mogła mieć dzieci, była bezpłodna więc zwróciła się do swojej siostry o pomoc lecz ta chciała czegoś w zamian- zaczęła Freya.
- Czego?- zapytałem.
- Mnie a potem każdego pierworodnego z kolejnego pokolenia. Gdy miałam zaledwie cztery lata moja ciotka Dhalia przybyła po mnie i siłą wyrwała z ramion mojej matki, która jedynie słowami walczyła a nie czynami. Mój brat Finn był wszystkiego świadkiem a w drodze było jeszcze jedno dziecko a właściwie Elijah, kolejny syn. Dhalia chciała stać się potężną czarownicą, praktykowała nie tylko czystą magię, ale również czarną jednak to było dla niej wciąż mało- odpowiadała.
                        Nie mogłem uwierzyć w to co Freya mówiła. Próbowałem to wszystko zrozumieć lecz nie potrafiłem. Zacząłem współczuć blond włosej, sam nie chciałbym dla siebie takiego losu. Zarówno ona jak i Cassidy wiele przeszły w swym życiu. Ująłem jej dłoń patrząc w oczy kobiety którą kochałem. Pragnąłem wynagrodzić jej wszystkie złe krzywdy, które doznała kilka wieków temu.
- Zasługujesz na coś lepszego, Freya, zasługujesz by mieć normalne życie tak jak zwykły śmiertelnik, który nie ma pojęcia o istniejącym świecie istot przyrodzonych- powiedziałem.
- Wiem, ale zawsze będę stawiać na pierwszym miejscu rodzinę, której nie pozwolę zginąć... Zawsze i na wieczność, motto, które przez niektórych uważane jest za wymówkę, np. Cassidy tak uważa i wcale jej się nie dziwię, ale również chcę by miała normalną rodzinę jednak widzę, że musi się przekonać do Klausa a raczej on musi ją do siebie przekonać i wierzę, że wreszcie zaczną się dogadywać- powiedziała Freya.
- Twój brat jest nieprzewidywalny, ale zrobił to co uważał ze słuszne mimo, iż Cassidy była gotowa się poświęcić. Ona nie jest jego wrogiem- powiedziałem.
- Wiem, lecz Klausa trudno jest do czegoś przekonać- odpowiedziała Freya.
                       Po zjedzeniu pysznych dań zabrałem kobietę pod rękę i udaliśmy się na spacer po ogródku restauracji zmieniając temat. Odwróciłem przodem do siebie Freyę po czym na jej brzoskwiniowych ustach złożyłem namiętny pocałunek wlewając w niego całego siebie. Freya zarzuciła ręce na moją szyję pozwalając mi przyciągnąć ją do siebie bliżej tak by nic już nas nie dzieliło. Byłem pewny swego uczucia i tego, iż to z nią chciałem być.
- A co z pragnieniem bycia nieśmiertelnym?- zapytała Freya gdy oderwałem się od jej ust.
- Muszę to jeszcze przemyśleć, ale Cassidy mówiła, że nieśmiertelny łowca zabija każdą istotę nadprzyrodzoną nie dając jej nawet szansy na pokazanie, iż może być dobra a ja nie chciałbym Ciebie skrzywdzić, Freyo- powiedziałem.
- Sam, zapominasz o jednym fakcie, Cassidy jest regentką i może tworzyć, zmieniać zaklęcia kiedy chce. Na pewno znajdzie rozwiązanie dla Was... jestem pewna, że chcę być z Tobą lecz jestem nieśmiertelna a gdy umrzesz znowu nie będę miała nikogo prócz braci i siostry. Też chcę zacząć żyć własnym życiem- powiedziała Freya.
                       Rozumiałem ją doskonale, sam chciałem przejść już na tzw. emeryturę by młodsi łowcy zajęli moje miejsce. Dean również myślał o tym by całkowicie rzucić zawód i zacząć żyć własnym życiem na które zasługiwał, zresztą oboje zasługiwaliśmy na odpoczynek. Uśmiechnąłem się do ukochanej.
- Myślisz, że damy sobie z tym wszystkim radę? Iż możemy zaryzykować?- zapytałem chcąc się upewnić.
- Tak, po pokonaniu Shar chciałabym gdzieś pojechać i odpocząć- odpowiedziała Freya.
                       Ponownie złożyłem na jej ustach czuły pocałunek. To był najlepszy wieczór jaki zapamiętam. Spędziłem go w towarzystwie kobiety, którą kochałem i z którą chciałem spędzić resztę swego życia. Freya przeniosła mnie do Kansas a dokładnie na peryferia miasta obok bunkra. Pożegnałem ją namiętnym pocałunkiem po czym poczekałem aż zniknie mi z pola widzenia. Uśmiechnąłem się delikatnie i wszedłem do bunkra zamykając za sobą drzwi. W budynku nie było nikogo prócz mnie a więc Dean zabrał Cassidy do miejsca, które chciał jej pokazać jako swoją niespodziankę. Byłem ciekaw czy faktycznie mu się udała.
Dean
             Gnałem Impalą dość szybko by w jak najkrótszym czasie być już na miejscu aby zaspokoić ciekawość panny Mikaelson, która miała zasłonięte oczy chustą. To miała być dla niej niespodzianka. Wampiry Marcela naprawdę uwinęły się w dość krótkim czasie zważając na fakt, iż naprawdę budynek nie był w dobrym stanie. Sam byłem ciekaw jak tego dokonali bo nawet nie oglądałem wyniku ich pracy, nie było zbytnio czasu. Po chwili dotarliśmy na miejsce. Pomogłem ukochanej wysiąść z samochodu a następnie pozostawiłem ją przed schodami by spokojnie otworzyć dom.
- Tylko nie podglądaj- powiedziałem.- Ma być to niespodzianka, jasne?- zapytałem.
- Zrozumiałem gdy powiedziałeś to za pierwszym razem. Spokojnie nie będę podglądać- odpowiedziała.
                     Uśmiechnąłem się pod nosem po czym włożyłem klucz do zamku w drzwiach po czym je przekręciłem otwierając drzwi. Klucze schowałem do kieszeni a następnie podszedłem do Cassidy, którą wziąłem w swoje ramiona. Wraz z nią przekroczyłem próg domu, postawiłem ją na nogi i ściągnąłem chustę odsłaniając jej oczy.
- Ta da!- zawołałem radośnie.- Witaj w domu rodzinnym- dodałem.
              Gestem dłoni zachęciłem by hybryda zaczęła oglądać każde pomieszczenie. Kobieta niepewnie ruszyła w kierunku salonu oglądając każdy szczegół. Salon był ogromny, urządzony w stylu nowoczesnym, połączony z jadalnią i kuchnią. Od strony północnej na ścianie znajdował się telewizor zaś obok kominek, w którym nie było ognia. Po środku stał stolik a za nim narożna kanapa w kolorze czarno-czerwonym. Za kanapą w odległości kilku kroków znajdowała się niewielka jadalnia gdzie stół był w kolorze czarnym a krzesła w białym w dodatku skórzanym. Kuchnia również była w stylu nowoczesnym. Szafki koloru brązowego były oświetlane lampkami, półki tak samo a szuflady były wysuwane. Jedynie tylko lodówka z zamrażarką odróżniała się kolorem, była ona srebrna. Następnie panna Mikaelson zwróciła swoje kroki w stronę schodów, gdzie tam mieściły się sypialnie z łazienkami. Wszystko również w nowoczesnym stylu. Główna sypialnia posiadała telewizor na ścianie oraz balkon i tak samo łóżko, nad którym znajdował się podwieszany sufit z lampkami, które świeciły w kolorze delikatnego turkusu. Łazienka natomiast oświetlana była na delikatną czerwień. Znajdowała się w niej kabina prysznicowa oraz wanna, lustra a także umywalki. Dostrzegłem, iż moja ukochana nie mogła się napatrzeć to co widziała. Nie mówiłem jej jeszcze, iż to wampiry Marcela wykonały kawał dobrej roboty.
- Jak ty to wszystko zrobiłeś?- zapytała zaskoczona.
- Cóż, może i zdenerwujesz się na mnie, ale skoro sama powiedziałaś, że chcesz zacząć żyć własnym życiem wyprowadzając się z domu, który jest w centrum Nowego Orleanu postanowiłem, iż odremontuję twój rodzinny dom- wyjaśniłem.
- Piękny, nie mogę się napatrzeć- powiedziała.
- Mam jeszcze dla Ciebie kilka niespodzianek- powiedziałem ujmując jej dłoń.
                Wraz z nią skierowałem się do kuchni, gdzie usiadła na blacie a ja zabrałem się za przygotowanie dla nas kolacji. Z lodówki wyjąłem steki oraz warzywa. Hybryda postanowiła mi pomóc z krojeniem warzyw. Zabrałem się więc za przyprawianie mięsa po swojemu a gdy to zrobiłem włożyłem do piekarnika dodając do niego również warzywa, które pokroiła moja ukochana.
- Nie chwaliłeś się, że potrafisz gotować- powiedziała.
- Podpatrzyłem w sieci jak coś takiego przygotować- odpowiedziałem z zadziornym uśmiechem.
                     Podszedłem do niej i objąłem w pasie głęboko spoglądając w jej czekoladowe tęczówki. Była dla mnie wszystkim czego pragnąłem, całym światem i życiem. Hybryda uśmiechnęła się i na mych ustach złożyła czuły pocałunek wlewając w niego całą siebie. Gdyby nie mięso od razu posadziłbym ją na blacie i obsypywał ją pocałunkami jednak musiałem pohamować swoje pożądanie, które we mnie rosło.
- Co kombinujesz, panie Winchester?- zapytała odrywając się ode mnie i uważnie się przyglądając.
- Same dobre rzeczy, panno Mikaelson.- odpowiedziałem.
                  Nie chciałem dać po sobie poznać, iż planowałem dla niej coś szczególnego, coś co sprawi, że na zawsze zapamięta nie tylko wieczór, ale również noc. Nie musiałem o nic się bać, dom był chroniony zaklęciami rzuconymi nie tylko przez Freyę, ale również Cassa, których o pomoc poprosiłem. Ten weekend chciałem spędzić tylko z moją ukochaną zresztą Sammy również udał się do Nowego Orleanu i teraz na pewno świetnie się bawi w towarzystwie blond włosej czarownicy. Cassidy postanowiła opuścić kuchnię a ja udałem się za nią. Panna Mikaelson weszła do gabinetu i podeszła do regału, na którym stały poukładane książki. Jedną z nich kobieta ruszyła a regał momentalnie zaczął się przesuwać w prawą stronę. Chwila, jakieś tajemne przejście o którym nikt nie wiedział oprócz niej? Ale jak to? Cassidy spojrzała na mnie i głową wskazała bym udał się za nią. Ruszyliśmy w głąb ciemnego tunelu, który po chwili został rozświetlony dzięki kamieniowi będącym na naszyjniku mojej ukochanej. Nie szliśmy długo, zaledwie półtorej minuty jednak kiedy dotarliśmy kobieta zapaliła światło, które ukazało niewielkie pomieszczenie.
- Sekretny schowek mojej matki- zaczęła Cassidy i podeszła do skrzyni, którą otworzyła.- To tu chowała księgi z potężnymi zaklęciami, które sama tworzyła, bez wiedzy sabatu- dodała.
- Skąd wiesz o tym pomieszczeniu?- zapytałem z ciekawości.
- Nie mówiłam Ci tego bo nie chciałam Cię martwić. Wszystko zaczęło się siedem miesięcy temu, gdy pokonaliśmy Amarę i cała resztę, wtedy kiedy Klaus wymazał mnie z Waszej pamięci, nie wiedziałam jeszcze, iż w sobie posiadam moc Selune, ale czułam się potężniejsza i pewne rzeczy z dzieciństwa zaczęły mi się przypominać. Czasami są to pojedyncze wspomnienia a czasami przychodzą one wielkimi falami- wyjaśniła.
- Więc wszystko zostało Ci zapomniane przez twoją matkę?- zapytałem na co Cassidy kiwnęła znacząco głową.- Dlaczego? Dlaczego to zrobiła?- pytałem.
- Nie wiem- odpowiedziała.- Może po to by regentka nie wiedziała do jakich czynów była zdolna a może po to by mnie chronić? Do tej pory nie znam odpowiedzi i nie poznam jednak jedno wiem na pewno. Kochała mnie i nie chciała by cokolwiek mi się stało, ale na pewne rzeczy nie miała żadnego wpływu. Gdy regentka zabrała mnie od niej rzuciła zaklęcie by nie mogła mnie znaleźć- dodała.
- Tym bardziej nie rozumiem dlaczego kochasz magię skoro tyle przez nią wycierpiałaś- powiedziałem.
- To nie była wina magii a regentki, która pragnęła więcej mocy, Dean. Tak naprawdę my, czarownice decydujemy jakimi chcemy być, czy strażniczką natury czy wręcz przeciwnie. Regentka wybrała drugą opcję, więcej mocy by czynić...
- Złe rzeczy- dokończyłem za nią a ona kiwnęła jedynie głową zgadzając się.
- Uwierz mi, że staram się zostawić za sobą przeszłość, ale to nie jest takie łatwe jak się wydaje, przeszłość nie chce mnie zostawić- odpowiedziała i podeszła do mnie.- Tak samo twoja przeszłość, Dean. Nie winię Cię za to, wręcz przeciwnie podziwiam, bez względu na wszystko będziesz ratował swego brata nie bacząc na konsekwencje. Wiem czego dokonałeś by Sammy żył i wcale nie mam zamiaru Cię oceniać, zrobiłeś to co uważałeś za słuszne- dodała.
- Sammy jest mym bratem, Cassidy i nie pozwolę by stała się mu jakakolwiek krzywda tak samo jak Tobie więc jestem gotów za Was umrzeć- odpowiedziałem.
                          Objąłem ją i przytuliłem do swego ciała czując jej ciepło, które od niej biło. Po chwili odsunąłem ją od siebie, ująłem dłoń a następnie skierowaliśmy się w stronę tunelu, który z powrotem zabrał nas do gabinetu. Regał za nami wrócił na swoje miejsce. Udałem się z panną Mikaelson do kuchni czując zapach pieczonego mięsa. Pozwoliłem ukochanej na chwilę udać się na ganek przed domem by na spokojnie zająć się przygotowaniem stołu, który nakryłem na dwie osoby. Dwa płytkie talerze, świece po środku, kieliszki i czerwone wino, które wcześniej włożyłem do lodówki by nieco je schłodzić. Gdy wszystko było gotowe "zaprosiłem" moją ukochaną na kolację. Musiałem przyznać mięso wyszło w smaku wyśmienite, nawet Cassidy ze smakiem zajadała. Nalałem do kieliszków wino i pochwyciłem naczynie w swoją dłoń by wznieść toast.
- Więc za co wznosimy?- zapytała Cassidy.
- Za nas, by nam się dalej dobrze powodziło oraz za naszą przyszłość- odpowiedziałem.
                         Brązowowłosa kiwnęła głową po czym delikatnie stuknęliśmy się kieliszkami i zamoczyliśmy usta w czerwonawym trunku. Mimo, iż nie przepadałem za bardzo za winem to musiałem przyznać, że te było wyjątkowe w swym smaku. Po zjedzeniu kolacji poprosiłem Cassidy by została na chwilę w kuchni mając zamknięte oczy. Udałem się do swojej Impali z której wyjąłem elegancką czarną koszulę z czerwonymi wstawkami na pasie oraz kołnierzu, którą ubrałem a ze schowka wyjąłem male pudełko w kształcie serca. Byłem pewien swojej decyzji i nie zamierzałem się cofnąć. Wróciłem do domu, do kuchni gdzie czekała na mnie moja ukochana z zamkniętymi oczami, które po chwili otworzyła a ja przed nią uklęknąłem otwierając w swych dłoniach pudełko, w którym znajdował się pierścionek zaręczynowy.
- Dean...- zaczęła jednak postanowiłem jej przerwać.
- Kochanie, wiesz jak wiele dla mnie znaczysz. Jesteś wszystkim czego pragnę, miłością mego życia, oazą spokoju, światem bez którego nie potrafię żyć a przede wszystkim kobietą, którą kocham ponad wszystko.- zacząłem.-Moje życie bez Ciebie jest niczym dlatego jestem pewny swej decyzji... Cassidy Mikaelson czy uczynisz mi ten zaszczyt zostania moją żoną?- zapytałem.
                            Panna Mikaelson wpatrywała się we mnie a do jej oczu napłynęły łzy. Nie chciałem aby odmówiła przez wzgląd na to, iż ona jest nieśmiertelna a ja śmiertelny, to nie był dla nas problem. Obiecałem sobie, że znajdę sposób na to by z nią być na zawsze. Cassidy miała cały czas przysłonięte usta swoimi dłońmi lecz w jej oczach dostrzegłem zaskoczenie. Kompletnie się tego nie spodziewała i to właśnie chodziło, zależało mi by to była dla niej niespodzianka. Chwila ciszy trwała zaledwie pół minuty a ja miałem wrażenie jakby to było wieczność.
- Tak- odpowiedziała.
- Słucham?- zapytałem niedowierzając odpowiedzi.
- Tak, Dean. Chcę zostać twoją żoną- powtórzyła.
                      Nie kryjąc swej radości powstałem i chwyciłem w pasie obracając się wokół własnej osi. Złożyłem na jej ustach namiętny pocałunek a po chwili na palec prawej dłoni włożyłem pierścionek zaręczynowy z diamentem w kształcie serca. Cassidy spojrzała w moje oczy nie kryjąc łez szczęścia, które mimowolnie zaczęły spływać po jej policzkach, które ująłem by po raz kolejny zatopić się w słodkich ustach. Panna Mikaelson jedną dłonią objęła moją szyję a drugą wplątała w moje włosy i używając cech wampira po kilku sekundach znaleźliśmy się w sypialni, na łóżku. Teraz nie musiałem hamować swego pożądania względem niej zresztą ona tak samo. Od razu ściągnęła ze mnie koszulę, z którą nie miała problemu natomiast ja zdjąłem z niej top, który odsłonił koronkowy stanik w kolorze czerwonym, który pobudził mnie do dalszego działania. Obsypywałem ją pocałunkami na szyi i dekolcie a także na brzuchu sprawiając, iż moja ukochana cicho pojękiwała. Dłońmi dotarłem do zapięcia spodni, które na sobie miała. Odpiąłem guziki i ściągnąłem je z niej. Panna Mikaelson nie pozostała mi dłużna, również ściągnęła ze mnie spodnie a następnie ujęła moje policzki przyciągając moją twarz do swojej. Po raz kolejny tego wieczoru zatopiłem się w jej ustach a moje dłonie wędrowały po całym ciele mojej ukochanej powodując fale dreszczy. Sięgnąłem do zapięcia stanika, które odpiąłem uwalniając jędrne piersi od razu zaczynając je pieścić. Językiem drażniłem brodawki powodując, iż stawały się twardsze. Moja dłoń powędrowała w stronę kobiecości Cassidy zwiększając doznania jakie chciałem by czuła tej nocy. Czułem pożądanie i namiętność a także miłość względem panny Mikaelson, których nie ukrywałem. Po chwili i Cassidy nie była mi dłużna gdy jej dłoń znalazła się pod bokserkami drażniąc moją męskość. Uśmiechnąłem się do niej łobuzersko a następnie pozbyłem się całego naszego odzienia i zniżyłem się tak, iż moje usta były przy jej kobiecości. Językiem pieściłem łechtaczkę powodując fale przyjemności, które przeszywały ciało mojej ukochanej. Chwilę ją drażniłem jednak potem podniosłem się i delikatnie w nią wszedłem. Cassidy jęknęła cicho. Zacząłem ruszać się w umiarkowanym rytmie, który po chwili przyśpieszyłem. Zatopiłem się ponownie w ustach mojej ukochanej. Pragnąłem tego, pragnąłem stać się jednością z kobietą mego życia.
- Pragnę Cię, Cassidy- szepnąłem jej do ucha.
- Ja również Cię pragnę- odpowiedziała podnieconym głosem.
                      Chciałem by ta chwila trwała wiecznie. Każdy jej dotyk, pocałunek, którym mnie obdarowywała, pragnąłem mieć te uczucia każdego dnia. Czułem z minuty na minutę jak uczucie orgazmu się zbliżało, które w końcu nas wypełniło. Cassidy przewróciła mnie tak, iż to teraz ja znalazłem się pod nią. Zatopiła się w mych ustach i tym razem ona przejęła kontrolę poruszając się swoim rytmem. Nasze oddechy były przyśpieszone. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, iż panna Mikaelson odczuwała wszystko dwa razy mocniej jednak nie zamierzała przerywać, chciała brnąć w to uczucie, znój poczuć ten błogi stan, który ponownie nas wypełniał od środka. Opadła obok mnie lecz to nie koniec był naszych miłosnych igraszek. Zatapiając się w jej ustach sięgnąłem dłonią w stronę jej kobiecości i zacząłem drażnić łechtaczkę. Cassidy również nie pozostała mi dłużna. Wiedziała jak zająć się moją męskością, którą zaczęła poruszać. Nasze języki tańczyły tango namiętności. Moja ukochana cicho jęczała i oderwała się od moich ust dając mi wyraźny znak, iż jest gotowa więc po raz kolejny tej nocy wszedłem w nią poruszając się dynamicznie i mocniej tak, iż znowu wypełniło nas błogie uczucie orgazmu. Opadłem obok i przyciągnąłem bliżej siebie tak, iż jej głowa znajdowała się na mym torsie. Wpatrywaliśmy się w pierścionek zaręczynowy znajdujący się na jej palcu.
- Myślisz, że twoja rodzina zaakceptują nasze, że tak to ujmę narzeczeństwo?- zapytałem.
- Nie mają wyjścia- odpowiedziała i spojrzała na mnie.- To ja spędzę z Tobą życie a nie oni- dodała i obdarowała mnie swym namiętnym pocałunkiem.
- Na nieśmiertelność znajdziemy sposób, chcę spędzić z Tobą całą wieczność- powiedziałem.
- Jesteś na to gotowy?- zapytała.
- Tak, gdy już pokonamy Shar wprowadzimy się do tego domu i zaczniemy wspólne życie. Rebekah jak i Freya na pewno będą chciały pomóc Ci w przygotowaniach do ślubu, ale zanim do tego się zabierzecie wyjedziemy na zasłużone wakacje, dokądkolwiek- odpowiedziałem.
- Kocham Cię Dean- powiedziała.
- A ja Ciebie, nawet nie wiesz jak bardzo- odpowiedziałem.
******
W końcu jestem! I jak rozdział? Mam nadzieję, że się podoba. W końcu Dean się odważył, ale od razu mówię, że nie będzie tak łatwo i kolorowo a dlaczego, to już się sami przekonacie. Ten rozdział dedykuję Monice ponieważ prosiła mnie o romantyzm więc mam nadzieję, iż spełniłam twoje oczekiwania ;) Co w następnym rozdziale? Tego nie zdradzę jednak mogę napisać, iż będzie się działo tak więc do kolejnego (mam nadzieję, że szybkiego spotkania :P )
Pozdrawiam!

P.S. Tak a propo myślę nad założeniem wattpada też na temat the originals oraz supernaturala i również o córce Elijah, ale już zaczynając sezon 5 The originals chociaż zastanawiam się czy nie przenieść pomysł tutaj na tego bloga. A wy jak myślicie?